|
El Botellón, czyli gorączka hiszpańskiej nocy.
Piątek lub sobota wieczór, choć na dobrą sprawę może być każdy inny dzień tygodnia. Kultywowanie tradycji botellona nie wymaga wielu zabiegów; potrzebujemy tylko dobrej pogody, bo deszcz jest jego głównym wrogiem. Wcześniej musimy też poczynić drobne przygotowania. Najlepiej wybrać się do jednego z supermarketów i wyjechać z niego z wózkiem pełnym orzeźwiających napoi. W tej kwestii każdy działa według uznania, chociaż najbardziej polecane jest calimocho, czyli wino z colą i najróżniejsze drinki, wśród których króluje whisky lub rum z colą. Zaopatrzeni w butelki i plastikowe kubeczki jesteśmy właściwie gotowi, chociaż po drodze trzeba wstąpić jeszcze na stację benzynową i nabyć duże worki z lodem, bo Hiszpanie obok deszczu za największego wroga botellona uważają brak lodu do drinków. W ten sposób na jednym z placów, w jednym z hiszpańskich miast możemy zacząć botellona.
Botellón, który posiada różne nazwy w różnych częściach Hiszpanii, stał się zjawiskiem socjologicznym i kulturowym. Nazwa pochodzi od słowa botella czyli butelka, jako że to właśnie ona gra główną rolę podczas takich nocy. Fenomen ów narodził się najprawdopodobniej w środowiskach uniwersyteckich Salamanki i Cáceres na początku lat dziewięćdziesiątych, chociaż nie jest również obcy rodzicom dzisiejszych nastolatków. Zawsze towarzyszył różnego rodzaju lokalnym fiestom, koncertom i innym imprezom, ale dopiero od tego momentu stał się zjawiskiem samym w sobie, stał się alternatywą dla barów i jedną z ulubionych form spędzania wolnego czasu młodych Hiszpanów. Dlaczego zdobył takie uznanie? Powodów jest bardzo wiele. Po pierwsze chodzi o względy ekonomiczne; za cenę jednego drinka w barze można wypełnić reklamówki z „Mercadony” czy „Championa” trunkami może nie najwyższej jakości, ale za to ich ilość może być imponująca. Fascynaci botellona narzekają też na to, że w zatłoczonych barach nie mają swojej przestrzeni i że na ulicy czują się naprawdę wolni. Zresztą ulica w Hiszpanii ma rzeczywiście inny wymiar. Mówi się, że jedynie w języku hiszpańskim powiedzenie „idę na ulicę” ma swoisty sens. Hiszpanie są królami ulicy, to tam zawiera się znajomości, przełamuje bariery i łączy z ludźmi. Według statystyk około 180 tysięcy młodych ludzi zbiera się w każdy weekend w hiszpańskich miastach, aby praktykować ten zwyczaj. Dzielą się na tych, którzy podczas botellonów umilają sobie czas przeróżnymi grami, i takich, którzy wolą „pić spokojnie”. Są też ci, którzy przychodzą na teren botellona tylko po to, żeby poczuć jego specyficzną atmosferę. Stali bywalcy wiedzą, w którym miejscu miasta najlepiej można wspomnianej atmosfery doświadczyć.
Oczywiście botellón ma też drugą stronę medalu. Oznacza tony śmieci i hałas, na który skarżą się mieszkańcy domów sąsiadujących z „terenami” botellona. Z tych właśnie powodów został zdelegalizowany. Od razu wywołało to burzę w środowisku młodzieży „pro botellońskiej”, ponieważ nie tylko równało się z zakazem spędzania w ten sposób nocy, ale też oznaczało pozbawienie wielu lokalnych imprez ich charakteru. Chodzi tu o takie święta jak np. Fiesta de la Primavera w Granadzie, która w dużej mierze polegała na całodziennym botellonie urządzanym na Paseo de los Tristes. Już od jakiegoś czasu stanowiło to punkt sporny w mieście, jako że oznaczało utrudnienia w ruchu, a właściwie go uniemożliwiało, a ponadto odbywało się w dzielnicy wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ustawę o Zapobieganiu Spożywania Napoi Alkoholowych (La ley de Prevención del Consumo de Bebidas Alcohólicas) okrzyknięto ustawą “antybotellón”. Zaczęto krytykować polityków za to, że interesują się młodymi ludźmi tylko wtedy, gdy ci zaczynają przeszkadzać, a wszystkie ich akcje wiążą się celami wyborczymi.
W międzyczasie botellón doczekał się swojej strony internetowej, która, jak określają ją autorzy, jest stroną „dedykowaną temu cudownemu zwyczajowi, polegającemu na zbieraniu się ze znajomymi wokół napoi kupionych w supermarkecie, żeby pogadać i dobrze się bawić”. Pojawiają się tam opinie, opisy przeżyć najlepszych botellonów, jak również ankiety z pytaniami ściśle związanymi z tym zjawiskiem. Między innymi na tej stronie powstawały projekty zbojkotowania wszelkich ustaw dotyczących zakazu botellona i pomimo delegalizacji zjawisko to nie znikło całkowicie z hiszpańskich ulic. Mimo że większość młodych ludzi przeniosło się z botellonem z ulicy np. do domów, to można w weekendowe wieczory zobaczyć grupki młodzieży siedzącej na placach z kubkami w dłoniach. Nie jest to oczywiście botellón na taką skalę, na jaką był organizowany przed wejściem w życie ustawy, ale jest dowodem na to, że zakaz nie zawsze odnosi pożądany skutek. Do takiego wniosku doszli też członkowie Rady Młodzieży Sewilli (Consejo de la Juventud de Sevilla), którzy wymyślili sposób, aby odeprzeć podstawowe zarzuty wobec botellona, czyli fakt, że po każdym z nich zostają w mieście góry śmieci. Przez cały sierpień koordynator tej kampanii José Luis García Martín z Nuevas Generaciones, młodzieżowej organizacji Partido Popular, przekonywał Hiszpanów, że zbieranie pustych butelek po botellonie, może się opłacać. I rzeczywiście się opłacało: na tych, którzy przynieśli zużyte butelki zebrane z ulicy czekał prezent w postaci prezerwatyw. Przez dwie noce w tym przedsięwzięciu uczestniczyło 5.000 młodych ludzi.
Fenomen picia na ulicy jest głęboko zakorzeniony w hiszpańskiej kulturze, i jak twierdzą sami Hiszpanie, o ile wprowadzenie uchwały teoretycznie z tym kończącej jest sprawą dość prostą, o tyle faktyczne doprowadzenie do tego, by młodzież zaprzestała tego zwyczaju będzie bardzo trudne.
Źródła:
„Qué pasa con El botellón” Ana Sánchez Juárez, El País Semanal, Núm.1326, Madrid, 24 de febrero 2002
www.lacerca.com
www.piponet.eresmas.com
www.elbotellon.webcindario.com
Agnieszka Chwatko
|